2026-04-30

Okładka magazynu „Integracja” (numer 2/2026). Na zdjęciu głównym widać uśmiechniętą kobietę z krótkimi, ciemnymi włosami i w ciemnych oprawkach okularów, siedzącą na schodach.

Już wkrótce najnowszy numer Integracji!

Dziewczyna z Fioletową Nogą: jak proteza staje się symbolem wolności i samoakceptacji

Anna Klecha siedzi na schodach w bibliotece. Obok niej stoi rzeźba dużej, pomarańczowej dyni.

Anna Klecha, na Instagramie znana jako „Dziewczyna z Fioletową Nogą”, opowiada o swojej drodze do samoakceptacji oraz o tym, jak ważne jest to, by móc widzieć w mediach społecznościowych osoby podobne do siebie. Dla niej proteza nie jest wyłącznie funkcjonalnym narzędziem – to symbol trudnej walki oraz estetyczny i ciekawy element stroju.

Dominika Filipowicz: Jak zaczęła się twoja aktywistyczna historia? Co zainspirowało cię do dzielenia się z innymi swoimi doświadczeniami na Instagramie?

Anna Klecha: Wszystko zaczęło się od amputacji. To nie była amputacja spowodowana koniecznością ratowania życia. Przygotowywałam się do niej przez około 10 lat, czyli bardzo długo. Konsultowałam się ze specjalistami w kraju i za granicą, szukałam innych opcji niż amputacja, rozważałam za i przeciw. W końcu doszłam do wniosku, że to jedyna szansa – niepewna, ale jednak – na poprawę komfortu życia. Po ponad 20 latach funkcjonowania z nogą usztywnioną w ortoprotezie miałam szansę „przesiąść się” na nowoczesną protezę nogi z kolanem. Kiedy podjęłam decyzję o operacji, szukałam osób, które tak jak ja urodziły się z wadą rozwojową i wybrały amputację. Okazało się, że bardzo trudno jest znaleźć takie osoby. Od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale wtedy spotkałam tylko jedną osobę z podobnym doświadczeniem.

Dla mnie ten proces był bardzo trudny. Zarówno przygotowanie do amputacji, jak i obciążenie psychiczne wynikające ze świadomości tego, jak niepewny jest ostateczny efekt. Jednocześnie czułam, że jestem bardzo niezadowolona z aktualnej sytuacji i muszę coś zmienić, bo inaczej sobie tego nie wybaczę. Zbliżałam się do trzydziestki. Wiedziałam, że młodsza nie będę, a z czasem moje ciało będzie miało coraz większe problemy z zaadaptowaniem się do nowych rozwiązań.

Pierwszy rok po operacji był najtrudniejszy, ale po jakimś czasie udało mi się stanąć na nogi zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Wtedy pomyślałam sobie: „Jeżeli ktoś będzie przechodzić przez to, co ja, to dobrze, żeby zobaczył, że są osoby, które mają podobne doświadczenia i nie jest w tym całkiem sam”. Mi tego brakowało.

Z czasem zauważyłam, że publikowane przeze mnie treści pomagają również osobom z innymi niepełnosprawnościami. Tak to się zaczęło. 

Kwiecień – nazywany pomarańczowym kwietniem – jest miesiącem świadomości amputacji. Czy w tym okresie, w swoich mediach społecznościowych, zwracasz szczególną uwagę na temat amputacji? Wiem, że na twoim profilu temat ten jest ważny przez cały rok. 

Na świecie kwiecień znany jest jako Limb Loss and Limb Difference Awareness Month. Dla przykładu, Fundacja Poland Business Run zwykle nazywa kwiecień „miesiącem świadomości amputacji”. Jednak ja wolę wyrażenie „miesiąc świadomości życia z ubytkiem kończyny”, ponieważ obejmuje ono zarówno osoby po amputacji (ang. limb loss), jak i osoby z wadami wrodzonymi (ang. limb difference), które np. od urodzenia mają kończynę innej długości lub nie mają jej wcale.

Ważne jest to, by podkreślać, że nie tylko osoby po amputacjach – spowodowanych wypadkiem lub chorobą – żyją z ubytkiem kończyny. Są też osoby, które od urodzenia nie mają kończyny lub jest ona krótsza, co wcale nie musiało być związane z amputacją. 

Anna Klechda stoi z uśmiechem obok rzeźb fioletowych koziołów. Widoczna jest jej fioletowa proteza.

Chciałabym cię zapytać o to, jak wyglądała twoja droga do samoakceptacji? Wspominałaś, że na początku nie było łatwo. Czy, kiedy zaczynałaś swoją aktywistyczną drogę, kwestię akceptacji niepełnosprawności miałaś już za sobą?

Nie zaczęłabym publikować, gdybym nie czuła się dobrze ze sobą. Ale była to również forma porządkowania myśli post factum. To nie była łatwa droga, ale ostatecznie mój stan fizyczny i psychiczny mocno się poprawił. Wtedy zaczęłam dzielić się swoimi przemyśleniami oraz „receptami” z innymi. Chciałam pokazać, że nie zawsze będzie tak trudno, jak jest teraz, a życie z protezą to nie tylko ból, otarcia i frustracja.

Od urodzenia miałam tylko jedną sprawną nogę. Moja lewa noga nigdy nie działała dobrze, potrzebowałam ortoprotezy, by stać i chodzić. Właściwie dopiero po amputacji uświadomiłam sobie, że mój „ubytek” jest niezaprzeczalną częścią mnie.

Od małego ukrywałam moją niesprawną nogę pod ubraniem. Nie pomyślałabym nawet o noszeniu sukienki, gdy korzystałam z ortoprotezy. To było naturalne nie tylko dla mnie, ale również dla całego mojego otoczenia.

Dlatego temat niepełnosprawności był dla mnie taki nienazwany, nieuporządkowany. Niby wiedziałam, że mam orzeczenie o niepełnosprawności, ale ja siebie nie postrzegałam jako kogoś, kto inaczej funkcjonuje, nie widziałam swoich wyzwań. Przez długi czas nieświadomie obwiniałam samą siebie za to, że „źle chodzę”, chociaż przecież używałam ortoprotezy i nie mogłam chodzić inaczej. Dopiero amputacja uświadomiła mi, że porównywanie się do osób w pełni sprawnych nie ma sensu.

W jednym ze swoich postów napisałaś: „Niektóre niepełnosprawności da się ukryć pod ubraniem. To nie znaczy, że trzeba”. Bardzo mi się spodobała ta wypowiedź. Co ona dla ciebie znaczy? Co dla ciebie oznacza nieukrywanie swojej protezy? 

Hmm, to skomplikowane. Dla mnie cały proces związany z amputacją był bardzo trudny. Najpierw podjęłam decyzję o amputacji, po zabiegu zaczęły się bóle fantomowe (które pojawiały się często i były bardzo intensywne), następnie sama adaptacja do protezy. Kiedy zaczęłam być zadowolona z tego, jak chodzę, moja proteza przestała być tylko elementem funkcjonalnym. Stała się również częścią moich stylizacji: zaczęłam ją ozdabiać, tak by miała jak najbardziej indywidualny charakter. Dla mnie moja proteza to również pewnego rodzaju trofeum reprezentujące trudną walkę, którą ostatecznie wygrałam. Dlatego nie chcę jej chować. 

Mając 32 lata, wreszcie mogłam zacząć nosić takie ubrania, jakie chciałam – nie tylko to, co ukryje moją ortoprotezę. Zakładałam krótsze sukienki, ładne, ciekawe buty, tylko dlatego, że danego dnia miałam na to ochotę. Nie przejmowałam się tym, co pomyślą inni. W tym wszystkim najmniej chodziło o same ubrania, a najbardziej o wolność w byciu inną.

Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz wyszłam na zakupy do supermarketu, ubrana tak, że proteza była widoczna. W markecie jakiś chłopak powiedział do mnie: „Nigdy nie widziałem tak ładnej protezy!”. Ten pierwszy, wyraźny komunikat, który otrzymałam w momencie, gdy pokazałam światu swoją protezę, był bardzo pozytywny. To mnie podbudowało.

Spotykasz się również z głupimi, nieprzyjemnymi komentarzami?

Paradoksalnie więcej irytujących sytuacji spotykało mnie przed amputacją. Było widać, że chodzę inaczej, ale nie było widać dlaczego. Ludzie zaczepiali mnie czasem na ulicy i mówili: „Coś inaczej chodzisz, co się stało?”. Niektórym wydaje się, że kiedy jakaś niepełnosprawność jest widoczna, to równocześnie jest również publiczna i o wszystko można pytać. Ale tak nie jest. Chwilę mi zajęło, zanim się nauczyłam, że w takich sytuacjach mogę grzecznie powiedzieć: „Przepraszam, to jest moja prywatna sprawa” i jasno postawić granicę.

Niektórzy mogliby uznać, że skoro jestem influencerką i piszę o tych kwestiach w mediach społecznościowych, to powinnam zawsze wszystkim odpowiadać. To nieprawda. Media społecznościowe to moja platforma i to ja decyduję o tym, czym się dzielę, mam w tym swoją misję. Ale nie muszę odpowiadać na intruzywne pytania każdego przechodnia na ulicy.

Czy to, że nie ukrywasz swojej protezy, to rodzaj buntu wobec norm społecznych?

Nie nazwałabym tego buntem. Dla mnie to jest takie moje przejście z jednego końca spektrum na drugi: od ukrywania swojej inności do wolności i akceptacji. 

Na ulicy, w sklepie czy w komunikacji publicznej rzadko się widzi osoby z widoczną protezą. A jak już się jakąś zobaczy, to najczęściej jest to mężczyzna. To dlatego, że protezy najczęściej mają osoby, które służyły w wojsku i straciły kończynę albo np. osoby, które straciły kończynę w wypadku motocyklowym lub uprawiają sporty ekstremalne. Statystycznie częściej są to mężczyźni. Zobaczyć kobietę z odkrytą protezą to prawdziwa rzadkość.

W pewien sposób na pewno wyłamuję się z norm społecznych, ale myślę, że to pozytywne zjawisko. Dostaję dużo miłych komentarzy, a czasem na ulicy potrafi podejść do mnie inna kobieta i powiedzieć: „Jak pani super wygląda”.

Ale nie oszukujmy się, nie zawsze jest prosto. Życie po amputacji, nawet teraz, kiedy mam dostęp do bardziej zaawansowanych protez, nie jest łatwe. Znam wiele osób z niepełnosprawnościami, które mówią, że nie zamieniłyby swojego życia na inne, bo doświadczenia związane z niepełnosprawnością je wzbogaciły. Ja się z tym nie zgadzam.

Nie lubię gloryfikowania niepełnosprawności. To trudna droga i wiadomo, że z wiekiem staje się jeszcze trudniejsza. Gdyby istniało takie magiczne zaklęcie, które sprawi, że pozostanę sobą i od jutra obudzę się z dwoma sprawnymi nogami, to bez namysłu bym je wypowiedziała! Ale w życiu nie ma tak, że można mieć ciastko i zjeść ciastko. Oczywiście jest to sytuacja czysto hipotetyczna. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jaką osobą bym była, gdybym urodziła się bez niepełnosprawności. Na pewno byłabym kimś zupełnie innym, bo to doświadczenie mocno mnie ukształtowało. 

Anna Klechda siedzi na ławce.

Czym, w takim razie, jest dla ciebie ciałopozytywność? Czy czujesz, że twój Instagram utrzymany jest w nurcie ciałopozytywności?

Na pewno z czasem przybrał taki kształt. Na początku zależało mi tylko na tym, żeby mówić o swojej drodze do i po amputacji. Szczerze mówiąc, nie byłam wtedy świadoma trendów, które dzieją się na świecie. Przed amputacją nie miałam Instagrama, który wydawał mi się powierzchownym medium skierowanym do fotografów, wizażystów, ludzi związanych z modą. Jednak już wtedy Instagram zaczynał się zmieniać, coraz częściej mówiło się o tym, że nie powinien dotyczyć tylko perfekcyjnych ciał i idealnych ujęć. Ja, trochę niechcący, wstrzeliłam się w ten moment zmiany.

Odpowiedź na twoje pytanie, czym dla mnie jest ciałopozytywność, jest trudniejsza. To dla mnie taki niełatwy kompromis pomiędzy zaakceptowaniem tego, czego nie mogę zmienić, a pracą nad tym, co zmienić mogę. Gdybym nie zdecydowała się na amputację, to prawdopodobnie wciąż nie zaakceptowałabym swojego ciała. Trochę zazdroszczę osobom, które akceptują siebie w całości, takie jakie są – również z niekształtną kończyną – bo to naprawdę niełatwe. Ja potrzebowałam tej zmiany nie tylko po to, żeby lepiej chodzić i funkcjonować. Dla mnie ta operacja była, częściowo, również operacją plastyczną.

Nic nie jest czarno-białe. Dla mnie samoakceptacja to spektrum. Rzeczywiście bezpośrednio po amputacji pojawił się duży przeskok: z Ani, która swojego ciała nie lubiła, do Ani, która zobaczyła swoje ciało w wersji dużo bardziej dla siebie akceptowalnej. Po operacji dużo ćwiczyłam, żeby odzyskać sprawność, więc mocno schudłam. Poczułam się ze sobą bardzo dobrze. Potem wiadomo, pojawiło się życie i znowu trochę przytyłam. Nie jestem „najlepszą wersją siebie”. Czy to oznacza, że już siebie nie akceptuję? Oczywiście, że nie! Ale chciałabym kiedyś wrócić do takiej ulubionej wersji mojego ciała. Myślę, że można lubić swoje ciało i dalej nad nim pracować.

Bardzo dziękuję ci za rozmowę!


Niniejszy artykuł pochodzi z numeru Integracja 2/2026 pt. „Jak dbać o wizerunek”

PDF numeru ukaże się 8 maja, a wersja papierowa 13 lub 14 maja 

Pozostałe aktualności

5. rocznica Koalicji „Przewijamy Polskę”

Koalicja to przede wszystkim komfortki, których z każdym rokiem przybywa. Apelujemy o tworzenie następnych i zgłaszanie ich do naszej bazy lokalizacji. Link znajdziecie w tekście.

Aktualności

Lider Dostępności 2026

Zapraszamy do zgłaszania obiektów i przestrzeni oraz osób, które w sposób szczególny przyczyniają się do realizacji idei projektowania uniwersalnego w Polsce.

Aktualności

Nowy etap w historii Integracji

Anna Szygenda nową szefową Integracji! Po ośmiu latach u sterów prezes Ewa Pawłowska ustąpiła ze stanowiska, oddając w dobre ręce zarządzanie organizacją.

Aktualności